pamiętnik filozofa i poety Pawła Korwaksa
geniusz i przyszłość wielkiej poezji. alternatywa dla Świetlickiego i Szymborskiej. wszelkie możliwe prawa sobie zastrzegam.
Kategorie: Wszystkie | MOJA POEZJA | MOJA PROZA | MÓJ DRAMAT | UNDERGROUND
RSS
sobota, 06 lutego 2010
Brak zawodowych kwalifikacji

Doszły mnie słuchy, iż poeta Robert Rybicki stwierdził, że powinienem gdzieś się publikować, że tam albo tam, że gdzieś tam – bo tam mają „głowy otwarte”. No nie wiem.

Powiedział ponadto, że jestem „freakiem”. Każdy, kto zna poetę Rybę, będzie wiedział, że z jego ust to prawdziwy komplement. Powiedział również, iż jestem „naturszczykiem”. I tu ogarnęły mnie wątpliwości. Bo miałbym być poetą-naturszczykiem, freakiem-naturszczykiem, czy może... życiowym naturszczykiem. To ostatnie wydaje mi się chyba najtrafniejsze.

#

Tagi: piwo i wóda przegrywacz najlepszy debiut roku bestseller Robert Rybicki poezja
23:10, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lutego 2010
O tempora, o mores!

Gdyż dotarło do mnie, że jedyną osobą, którą ostatnio spotykam jest obywatel Wietnamu tymczasowo przebywający w Polsce, który przynosi mi kurczaka w ciecie, wołowinę w kari czy kaczkę w ciu smakach – dlatego postanowiłem się poobracać w towarzystwie.

Poczułem się jak zgrzybiały starzec.

Byłem w poniedziałek w Powiększeniu. Ale tak. Obok przy stoliku siedzieli wystylizowani gimnazjaliści, którym się jeszcze wąs nie sypnął, poubierani tak samo, o identycznych fryzurach. I rozmawiają:

- Dobra, chodźmy do hydro albo to lochów. Co powiecie o tej propie?

Co to są kurwa LOCHY?!

I co te dzieci robią w klubie w PONIEDZIAŁEK? Na Jowisza – jest poniedziałek. Godzina dwudziesta pierwsza. Ja w ich wieku – w poniedziałek o dwudziestej pierwszej – to się uczyłem, a nie urządzałem clubbing. Koszulę flanelową wkładałem raz na miesiąc, jak w miejscowym klubie był wieczór z muzyką the doors. I w ogóle nie było opcji, żeby rozważać inne „propy”!

Przy kolejnym stoliku siedziały trzy przyodziane w fatałaszki studentki, sączyły trzy kolorowe drinki, chichotały i robiły sobie fikuśne fotki. Na facebooka, jak mniemam.

Ponieważ przy moim stoliku siedzieli pracownicy reklamy, poubierani w sprane od nowości bluzy i okulary po dziadku, którzy właśnie wymyślili GENIALNY BIZNES (mianowicie – Porno-audiobuki dla kobiet) – postanowiłem oddać się refleksji.

Rozejrzałem się uważniej.

Czy zwróciliście uwagę, że teraz młodzież się nie UBIERA? Że teraz młodzież się nie CZESZE? Wszyscy wyglądają tak samo, bo wszyscy mają na ciele i na głowie STYLIZACJE? Mój boże... Gdzie te wspaniałe czasy, gdy studenta nie było stać na buty takie czy śmakie, tylko student kupował sobie – buty na zimę, buty na wiosnę (ewentualnie – buty wiosenno-jesienne) oraz sandały? Gdzie czasy, gdy młodzież strzygła się nie tam czy tam, u tego czy tamtej, w salonie takim czy owakim, ale po prostu – obcinała włosy?!

Czy wiecie, że – kiedyś tam, gdzieś tam – na maturze z języka polskiego (w radiu mówili) – jako ostatnie zadanie do wyboru, jako tekst do interpretacji nie pojawił się żaden Kochanowski, ani nawet żaden Mickiewicz, tylko tekst piosenki braci Golec? Wiedzieliście o tym?! Wiedzieliście, że teraz na maturze sprawdza się, czy abiturient umie czytać?

Czasem mam do czynienia ze studentami. Mam też do czynienia z wykładowcami, którzy mi się zwierzają. Czy ty kretynie – jeden z drugą – nie wiesz, że jak plagiatujesz jakiś artykuł z netu i się pod nim podpisujesz, to wystarczy, że wykładowca wpisze dowolną frazę w wyszukiwarkę i będzie po sprawie? Jak mało inteligencji trzeba mieć w sobie, by nie uświadamiać sobie nawet tego. Czy ty myślisz, że jak twoja Pani Profesor jest po sześćdziesiątce, to nie wie, co to wujek google i ciocia wikipedia?! Czy ty wiesz, że kiedy idziesz do niej na dyżur, to siadasz na fotelu, który należał do Tatarkiewicza? Czy ty wiesz, kto to Tatarkiewicz? Tak, to ten koleś, który napisał trzytomową Historię Filozofii, z której nawet nie chce ci się zżynać podczas pisania pracy rocznej. Bo Historia Filozofii Tatarkiewicza nie ma wbudowanej funkcji Ctrl+C, która tak cię kusi za każdym razem, gdy włączasz komputer.

Cały zaczynam dygotać, gdy rozmawiam z takim studentem – a jest to student V roku Studiów Stacjonarnych Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego – i on mi mówi: „Husserl? Tak, coś słyszałem...”

AAAAAAA – krzyczę dośrodkowo.

Podczas pierwszego tygodnia moich studiów filozoficznych (a studiowałem wiele kierunków, więc jestem tęga głowa, gdybyście kochani nie zauważyli), dowiedziałem się:

- że a: Mam zakaz czytania trzytomowej Historii Filozofii Tatarkiewicza. Mam czytać: Platona, Arystotelesa, Pseudo-Dionizego Areopagitę, oraz: Husserla, Heideggera, Derridę i kilku innych współczesnych skurwieli.

- że be: Musze zacząć czytać Husserla. Natychmiast.

- że ce: Jak skończę studia, to będę pracował w agencji reklamowej. Tak nam powiedział magister od starożytnej na pierwszych zajęciach. Że na filozofię przyszliśmy po to, żeby potem zarabiać masę kasy. Pamiętam, że wszyscy wydaliśmy z siebie wówczas takie chóralne: „Eeee?” i popatrzyliśmy na swoje swetry oraz uczesania.

I na koniec – dobra – a co, przyznam się. Moją pracę magisterską, którą obroniłem w Instytucie Filozofii pisałem w wielkim zaaferowaniu oraz intensywności twórczej. A gdy ją napisałem, poczułem, że zrobiłem rzecz ważną. Dla siebie. Że mi to było potrzebne. Bo wymyśliłem sobie problem. Temat. A potem, w mojej głowie pojawił się gąszcz problemów, mnóstwo idei, filozoficzne systemy – jeden po drugim domagały się ode mnie: „To ja, tylko ja, ja jeden znam odpowiedź na twoje pytanie!”. Pisałem, bo musiałem to sobie uporządkować w głowie. Pisałem, bo chciałem się dowiedzieć. I wiecie co? Napisałem 195 stron, by na postawione przez siebie samego pytanie odpowiedzieć: „Poniekąd”.


I byłem zajekurwabiście szczęśliwy.

#

Tagi: browar i wóda twoja matka to emo wszyscy jesteśmy emo filozofia
00:26, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 stycznia 2010
Aura nie sprzyja

Wymydliło mi się mydło, to poszłem do sklepu (już wspominałem: słowo 'poszłem' uważam za piękne). Jak już tam dotarłem – przez śniegi i zlodowacenia – to postanowiłem narobić zapasów. Narobiłem. Jak na okazję wojny.


Wróciłem. Zapomniałem o pilsnerze. Wyszedłem znów. Odwiedziłem sklep pod blokiem. Taki nowootwarty.

- Czy zapłacę u pani kartą?

- Tak... (tu pannica uśmiecha się złośliwie) ...ale od dwudziestu złotych.

A co tam. Zrobię kolejny zapas.

- To poproszę...

- Ale terminal się zepsuł! (w jej głowie rozbrzmiewają fanfary, będzie miała frajdę przez tydzień, będzie psiapsiółkom opowiadać przez telefon)

Poszłem na stację.


Wracając, wyciągnąłem papierosa. Zapaliłem. I tak idę i idę przez te zlodowacenia... I mi się noga omsknęła.

Zazdroszczę tym, którzy to widzieli. Niezwykle pociesznie musi wyglądać człowiek, który podnosi papierosa do ust i dokładnie w tym samym momencie traci równowagę na oblodzonym chodniku.

Takie sytuacje sprawiają, że zaczynam myśleć o porzuceniu nałogu.


Zastanawiam się. Czy jak wyjdę z domu 14 lutego gdzieś, to mogę wyjść GDZIEŚ sam? Czy to jest zabronione? Czy jak człowiek idzie do baru albo do klubu (i jest to pierdolone Święto Zmarłych), i jak nie będzie nikogo obściskiwał, to zostanie wykluczony i sponiewierany?


No bo tak. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy. Jest mróz jak skurwysyn. To nie sprzyja romansom. Żeby mieć romans, trzeba by wyjść GDZIEŚ. A zanim się gdziekolwiek dotrze, trzeba narazić się na kontakt z minusową rzeczywistością. A ja nie chcę. Nie życzę sobie takich znajomości. Osiadłem więc w domu. Nie wiem... Może założę konto na jakiejś Sympatii, czy czymś takim.


Narobiłem zapasów w postaci makaronu, pesto i sucharów. Na jakiś czas wystarczy.

A potem lecę do Japonii.

Serio.


#

Tagi: browar i wóda święto trupa Walentynki sushi Tipsy french szklane mleczne mydło
23:21, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Różne wesołe wydarzenia: o penisach, rezerwacjach, gadających kotach i o granicy błędu statystycznego

Nie uczestniczę ostatnio zbyt bardzo. Mam problem z blogosferą. Zaglądam do Was. Ale – sam – straciłem impet. Ponieważ do pisania impetują mnie kobiety i poezja (a dobrej poezji i ważnych kobiet niewiele jest obecnie wokół mnie) dlatego właśnie – podupadłem.


Byłem w Zachęcie. Na Liberze. Zauważyłem, że ludzie mi znani dzielą się na tych, którzy Z ZAŁOŻENIA idą lub nie idą na Liberę. Ja poszedłem po prostu. Wziąłem w nawias wszystko, to co powiedziano mi na temat Libery. W nawias – wszelkie ZA i PRZECIW. Chuj z tym. Poszedłem i wyszedłem urzeczony. O ile można tak powiedzieć. O ile to jest na miejscu – urzekł mnie ten smutek. Idźcie na Liberę, jeżeli chcecie zrozumieć, czym jest smutek.


Oczywiście – bo jakże bym mógł inaczej – wcale tego nie uzasadnię. Tylko zaprzeczę.


UNIVERSAL PENIS EXPANDER

„Proponowany przyrząd przeznaczony jest do celów ściśle użytkowych. Zaprojektowany został z myślą o osobach pragnących osiągnąć w sposób trwały 'odmienne stany świadomości' na drodze doświadczenia ultraseksualnego. Osiągnięcie wydłużenia penisa wyklucza możliwość uzyskania 'normalnej' przyjemności seksualnej w jakiejkolwiek formie; w zamian adept otrzymuje permanentny stan 'na krawędzi orgazmu'.”


- Tato, a co to jest?.... To jest taka...

- (tata milczy)

- ...taka maszyna, tak?

- Tak.

- Tato.... A czemu ten pan ma takiego długiego siuśka?!

- No... widocznie taki mu urósł.


Śmiech dziecka dekonstruuje ekspozycję. A ci co przyszli tu ze względu na ZA lub ze względu na PRZECIW czują się nieswojo. A ja wybucham śmiechem. Idę dalej.

I pozwalam, by porwał mnie smutek Pana Libery.


W Amatorskiej nastały nowe zasady. Bo nastała kierowniczka. Można łączyć stoliki, ale pod warunkiem, że na jeden stolik będą przypadały cztery krzesła. Więc – biorąc pod uwagę, że (z zasady) można ze sobą połączyć nie więcej niż dwa stoliki (nie więcej) – to: w spotkaniu towarzyskim może wziąć udział nie więcej niż osiem osób. No, chyba, że kelnerka da cynk: że kierowniczki nie będzie.


- Proszę pana.... a jak długo państwo jeszcze tutaj będą?...

Myślę, że życzy nam wyjścia, więc chcę być miły.

- No... z godzinę maksymalnie.

Zafrasowała się. Zagajam z troską:

- A dlaczego pani pyta?

- Bo ja właśnie odwołałam rezerwację.... Więc dobrze by było, gdyby państwo posiedzieli przynajmniej do w pół do jedenastej...

Rozpromieniam się.

- Aaaa czyli jak zwykle? Dopóki pani nas nie wyrzuci!

Kobieta uśmiecha się porozumiewawczo.


Śniło mi się. Najdziwniejszy sen świata.

Adoptowałem psa. Do kota, do kompletu.

I razu pewnego przyuważyłem, że ten pies (kiedy wydaje mu się, że nie widzę) dusi mojego kota z Rosji. Co, jest kurwa? - pomyślałem.

Nie. Nie chce go pogryźć, czy coś równie psiego. Nie. Normalnie – bierze go jak człowiek i próbuje udusić.

Zadzwoniłem więc do ośrodka adopcyjnego i powiedziałem: Musze wam oddac tego bydlaka, on mi dusi kota. Zrozumieli.

Wziąłem psa na smycz, wychodzimy na ulicę i nagle.... z psa (z jego środka) wyskakuje kilka osób, są w przebraniach, na głowach mają takie fikuśne czapeczki, w ustach trąbki, rozrzucają dookoła serpentyny....

Robi sie regularna impreza. Na to przychodzi do mnie mój kot z Rosji i rzecze:

- No wiesz, bo ja to w sumie umiem mówić. Tylko wiedziałem, że tego nie zrozumiesz.

Rusza mu się mordka, zmienia się mimika. Kot robi się bardziej ludzki. Jak z kreskówki. A potem siada do stołu i zaczyna jeść. W jednej łapce trzyma widelec, a w drugiej – nóż. KONIEC.


Dzwoni telefon.

- Dzień dobry, czy zechciałby pan wziąć udział w badaniach rynku dot. (serio, miałem wrażenie, że babka mówi skrótami) polskich rozgłośni radiowych?

Wziąłem ją z zaskoczenia:

- Bardzo chętnie.

Zadała mi kilka tendencyjnych pytań dot. mojego wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania.

I przeszła do rzeczy:

-Proszę powiedzieć, jakiej rozgłośni słucha pan na co dzień, bez względu na reklamy, zapowiedzi, opinie innych osób, tylko dla muzyki, której może pan posłuchać?

- Program drugi poleskiego radia.

Cisza.

- Wie pan co... Z polskiego radia to na liście mam tylko program pierwszy i trzeci.

Zrozumiałem jej aluzję

- Ale ja w ogóle nie słucham innego radia!

Zafrasowaliśmy się oboje.

- I co teraz?... - zapytałem zasmucony

- W tej sytuacji... - odpowiedziała – raczej nie będziemy mogli dokończyć badania.


#

Tagi: nicość penis lęk nic śmierć Nietzsche Zbigniew Libera
23:45, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (6) »
czwartek, 07 stycznia 2010
Hollow man

Hollow man.

Wypełnia mnie nic. Bardzo mnie to cieszy. Nie przeszkadzają mi godziny bezsensownej obiektywnie pracy u króla kapitalistycznej machiny. Ani ludzie mądrzy. Ani przemądrzy. Ani głupi. Ani pijaki. Ani grafomani. Ani młodzi uzdolnieni artyści. Ani chudzi intelektualiści.

Nie rusza mnie 3 tygodniowy zarost.

Ani stos prania. Stos obierków. Stos gazet. Stos słów, książek i filmów, bez użycia.

Ani zdechłe rośliny.

Ani pleśń.

Ani to, że Samanta używa i używa i końca nie widać. I nie chcę z nią od początku.

Ani brak weny. Ani sensu.

Ani amantki poznane o północy w psie. Bo znów w Krakowie siedzę na zimę. Bo zimniej.

Wczoraj udałem się z Rosyjskim kotem do weterynarza. Przyszedł ktoś z psem. Za późno przyszedł i pies umarł mu na rękach. Popłakałem się i zapaliłem trzy papierosy. Cieszył mnie przejaw emocjonalny. A potem nic.


*

Tagi: kot seks nic śmierć owłosienie płacz nasienie
12:49, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (3) »
czwartek, 31 grudnia 2009
Past Perfect

Nakupiłem wina, z czego jedno wypiłem, więc z wina zrobiło się wino. Stacje benzynowe jutro działają? Nie chciałbym żebyśmy ja i kot zostali jutro (czyli dziś) o suchych pyskach.

Powinien coś podsumować.

Tylko, że nic się nie wydarzyło. Tyle że wszystko zrobiło się bardziej nijakie. Przezroczyste. Tak bardzo byłe i zaprzeszłe. Doskonale wcześniejsze od tego nawet, co przeszłe.


Chciałem posłuchać jakiejś NAPRAWDĘ SMUTNEJ piosenki. Znalazłem kilka. Ale nie podzielę się z wami, kochani. Niestety. Zrozumiałem, że ekshibicjonizm ma swoje granice.


Dlatego będzie inna bardzo smutna piosenka.

Taka, która pozwala złapać dystans. („Ti-ru-di-ru-di....”)


Czego wam i sobie życzę – na dwa tysiące dziesiąty.

 

ps. też mam takie okulary.

#

01:23, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (1) »
środa, 23 grudnia 2009
Rzeczy – nie – oczywistość

Rzeczywistość potrafi zaskakiwać. Wyskakuje rzeczywistość zza rogu, zza węgła, zza krzaka i robi mi takie: „łuuuuu”. I spierdala.

Tak to każdy potrafi. Tak postraszyć, dać do wiwatu – i zwiać z podkulonym ogonem.

O Rzeczywistości! Ja się ciebie nie boję! Się nie dam Się. Nie.

Najgorsze jest jednak to, że jak już się usadowię, jak już zwalniam z ginem i żołądkową, jak już sobie zaczynam radzić ze stanem rzeczy, zaczynam umieć przeczytać stronę książki lub dwie, zaczynam odróżniać Heideggera od Gadamera i makrelę od węgorza – to się wydarza coś takiego. No – COŚ TAKIEGO.

A weźcie się wszyscy i dajcie mi spokój. Święta są. A ja święta spędzam w towarzystwie najbliższym. Swoim.

#

12:17, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 grudnia 2009
Słowa

Jestem zainspirowany Koleżanką Ag – tą sławną, od pikseli, więc nie linkuję.

Koleżanka Ag poleciła Schronisko Dla Słów.

I tak na ten przykład:

Poradunek - przejście umysłu ze stanu radości do rzeczywistości.

Miłoćś - skrywane uczucie.

Parterstwo - sytuacja, kiedy dwie lub więcej osób zgodnie reprezentuje ten sam niski poziom.

Urlop na pożądanie - bierzesz go, gdy poranna chuć nie pozwala wyjść z łóżka do pracy.

I tak dalej, i tak dalej... Piękna sprawa.

Daje do myślenia.

#

21:19, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 grudnia 2009
Sajko-analiza

Więc najpierw śniło mi się, że jestem w mieście X (tym na „Ś”) i jeżdżę sobie samochodem. I tak. Ten samochód to maluch (e?). Ponad-to. Dopiero po kilku godzinach zdaję sobie sprawę, że tutaj w całym mieście (?!) obowiązuje opłata za parkowanie. W związku z czym mam już za wycieraczką kilkanaście mandatów. Postanawiam przesiąść się na rower. Jadę tym rowerem i konstatuję, że za parkowanie rowerów również trzeba płacić. W całym mieście Ś. Zrezygnowany postanawiam uciec z tego miasta, które mnie nie chce przygarnąć i zaakceptować. Wsiadam w malucha, chcę ruszyć z piskiem opon, i wtedy.... „Zaraz zaraz.... (kurwa)” Myślę sobie w tym śnie. „Przecież ja nie mam prawa jazdy!!!” (*nieprawda. mam)

Potem. Wyjazd sylwestrowy. Jakieś góry, jakiś śnieg. I okazuje się, że wszyscy nakupili paluszków i chipsów, a ja jeden jedyny nagotowałem pyszne dania. Do tego właściwie nie wiem, po co tu przyjechałem, bo przecież o 6 pierwszego stycznia (?!) musze być w Krakowie. Więc w sumie to już powinienem się zbierać. Tak to rozkminiam w kuchni nad daniami i z zadumy wyrywa mnie Gwyneth Paltrow, która mówi: „Ej no Korwaks, chodź już, czekamy na ciebie.”

Potem. Jakaś bardzo była i całkiem zapomniana, która trzyma na kolanach swoje dziecko. I ono jest bardzo brzydkie. Co stwierdzam z ukontentowaniem.

A potem – klasyka. Wychodzę sobie normalnie na ulicę. Nago. I dociera to do mnie po jakimś czasie. Że coś jest nie tak. Ale to wszyscy znamy.

I na koniec – oczywiście, bo jakże by mogło być inaczej – na podsumowanie, jako wisienka na torcie i sos chrzanowy na rybie: Samanta. Dziwię się, że wtedy nie pomyślałem: „Eee to sen, luz.” Bo Samanta podchodzi do mnie w sposób ufny, a w perspektywie nie ma tego w swetrze i Samanta nie twierdzi, że mnie nie kocha, potem że kocha, potem, że to skomplikowane. Tylko – normalnie, jak człowiek – mówi że mnie kocha.


I koniec.

Się obudziłem.


I teraz – moi drodzy czytelnicy – ciśnie się na usta pytanie.

Czy ja mam problemy z samooceną?


Po przeanalizowaniu wydarzeń ostatnich dni, stwierdziłem, że przyczyną onych snów jest fakt, że kot woli leżeć koło kaloryfera, zamiast koło mnie. Jako że tamten wydziela aktualnie nieco więcej ciepła.

#

11:20, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Tak tak tak (na świę świę świę - ta)

Ponieważ u mnie tak tak tak... no - chujowo, że aż szkoda pisać, to będą tylko DZIEWCZYNY.

Reklama Dziewczyn.

Dziewczyny to zespół. Oraz Koleżanki.

Zrobiły znowu teledysk.

Jak się zna Dziewczyny jako Koleżanki to się wie, że to to (to poniżej) nie jest po prostu ckliwe, ale wie się, że jest to to przede wszystkim – bardzo śmieszne.


To:

#

22:17, pawelkorwaks , MÓJ DRAMAT
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
następne
Archiwum
Maj 2007
Czerwiec 2007
Lipiec 2007
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Listopad 2007
Grudzień 2007
Styczeń 2008
Luty 2008
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Maj 2008
Czerwiec 2008
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Listopad 2008
Grudzień 2008
Styczeń 2009
Luty 2009
Marzec 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Czerwiec 2009
Lipiec 2009
Sierpień 2009
Wrzesień 2009
Październik 2009
Listopad 2009
Grudzień 2009
Styczeń 2010
Luty 2010
Zakładki:
PAWELKORWAKS@GMAIL.COM
GŁÓWNIE CZYTANIE
Ag Półpełne
Art Blox
Barbara The Star
Big Spander
Cóż Że Ze Szwecji
F16
Gafa
GSpot
Hien
Jan
Janusz
Mroczne Kalesony
On i Ja
Schronisko
Uparte Zwierzę
Uratuj Kurwę
Warzywo
Wenus
Zjadamy Reklamy
GŁÓWNIE OGLĄDANIE
Ag Piksele
Al.phileo
Foty Z Biodra
Mimimbla
Tukee
Vontrompka
Vontrompka Raz
Warszawa
GŁÓWNIE ŚMIANIE SIĘ
Bash
Koszmary
Koty
Półprodukty
Ratunki
GŁÓWNIE SŁUCHANIE
DISPARATES
DWOOTHO
DZIEWCZYNY
GRABEK
JAMMMCHYBASCIEBIE
LEVITY
MACHEFI
MISSNOONE
PANSZAMBURSKI
PANZAKROCKI
PRZEPRASZAM
PTAKIPRZYRODY
TRZYDNIPÓŹNIEJ
UROZDOSKONANIELANIE
ZAKŁADPRODUKCJIDŹWIĘKU
HELP
EMEMZET
ESKEY
S.Z.Y.M.O.N
TAISHA
SZABLĄ STOND
KATEMAC
Czy życie ma sens?
Cóż...
Podejrzewam, że bynajmniej
Oczywiście! A świat jest pełen dobroci!
Do wczoraj myślałem/-am, że tak, ale zmieniłem/-am zdanie
No
Nie ma, ale mam to gdzieś
Tak
Nie
Nie mam zdania
Odwal się!

forum o css
Creative Commons License
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Zapisz się na newsletter!
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog